You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.
logo

Co z zakończeniem?

„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie.” Łk 21,20.

Tekst dzisiejszej Ewangelii wydaje się fragmentem scenariusza z filmu katastroficznego. Przypomina mi się w tym kontekście ostatni film Lars von Triera „Melancholia”. To film o końcu świata. Na szczęście ten koniec świata to tylko film. Wychodzimy z seansu nieco uspokojeni, gdyż rzeczywistość nadal istnieje, a my w niej. Zapowiedź zburzenia świątyni i Jerozolimy sprawdziła się w historii. A co z zapowiadanymi klęskami żywiołowymi i wojnami, które według Jezusa miały być znakiem zbliżającego się końca? Przecież od zawsze dręczyły one ludzkość i ich pojawienie się nie może być traktowane jako znak bliskości końca świata. Jezus wspomina o nich w kontekście zachęty do wytrwałego i odważnego dawania świadectwa, aby podkreślić, że chrześcijanie będą musieli świadczyć o Nim i o własnej wierze w obliczu ucisków i trudności. Przypomnienie o wojnach i katastrofach, które w mgnieniu oka niszczą ludzkie życie, stanowi również napomnienie, aby nikt nie zwlekał z nawróceniem, bowiem Bóg nieustannie dokonuje sądu nad światem, miłosiernego sądu. W wymiarze symbolicznym zburzenie świątyni i Jerozolimy jest przestrogą dla wszystkich, którzy troszczą się jedynie o powodzenie materialne i nie dostrzegają, jak w gruzy popada ich wnętrze.

Wracając do filmu „Melancholia”. Film został podzielony na dwie części. Pierwsza z nich, „Justine”, toczy się na weselu tytułowej bohaterki. To przede wszystkim świetnie skonstruowany dramat psychologiczny – toksyczne rodzinne i zawodowe relacje, dziwaczne zachowania postaci obserwujemy w bezlitosnym zbliżeniu. Panna młoda coraz mocniej rani bliskich, atmosfera gęstnieje, początkowa, pozorna radość szybko pryska. Świat gestu, rytuału rozpada się jak domek z kart. Dobitnie ujmuje to matka panny młodej w toaście: – Bawcie się! Póki jeszcze możecie. Ale wesele się kończy, pozostaje po nim niesmak i pusty ogród. W części drugiej, toczącej się w nieokreślonym czasie po nieudanym weselu, stan melancholijnie usposobionej Justine jest jeszcze gorszy. Przyjeżdża do swojej siostry Claire i jej rodziny pogrążona w tak głębokiej depresji, że ledwo może się poruszać. Troska Claire nic nie pomoże, bo po niedługim czasie i ona zyska niezachwianą pewność, że Melancholia zmiecie wszystko z powierzchni Ziemi. Koniec nieuchronnie się zbliża, a nam nie pozostaje nic innego niż obserwować go  wraz z reżyserem. Justine przechodzi metamorfozę: w obliczu katastrofy to ona – załamana pesymistka – zachowuje zimną krew, w przeciwieństwie do pozornie opanowanej Claire, która nie może pogodzić się ze zbliżającą śmiercią. Przygnębiająca, lecz mądra obserwacja reżysera: melancholia dodaje większej mocy w obliczu śmierci niż życia. Lars von Trier – prowokator nie ukrywał w wywiadach, że jego film kończy się katastrofą. Nie ogląda się go zatem w napięciu, co się wydarzy, tylko w skupieniu na tym, co się dzieje w danej chwili. Oczekiwanie na koniec świata staje się dotkliwe szczególnie w drugiej części: nic specjalnego się nie dzieje, ale podskórne napięcie doskwiera widzowi coraz bardziej. Jak Justine i Claire wykorzystają dany im czas? A może raczej: czy w ogóle ma znaczenie, co zrobią? I tak wszystko obróci się w nicość.

I tak dochodzimy do sedna dzisiejszej Ewangelii. Dla chrześcijan świadomość końca – jakkolwiek je tutaj rozumieć – jest wyzwaniem: „nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.” Jezus w swojej mowie nie opisuje końca świata jako takiego, ale wskazuje na to, co jest celem człowieka i całego stworzenia. Tym celem jest Królestwo Niebieskie i szczęście wieczne ludzi. A z wcześniejszych pouczeń Jezusa wiemy, że Królestwo nie pojawi się nagle, ale nabiera coraz bardziej wyrazistych kształtów w życiu tych wszystkich, którzy żyją zgodnie z Bożą wolą.

Myśli na temat filmu zaczerpnąłem z portalu www.filmweb.pl

Leave a comment