You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.
logo

Kochankowie mojej mamy

reżyseria: Radosław Piwowarski; scenariusz: Radosław Piwowarski, Janina Zającówna; gatunek: obyczajowy, psychologiczny; produkcja: Polska 1986

Film jest już dość stary, pejzaże Polski lat osiemdziesiątych, ale meritum jakże aktualne! Oglądając ten film w ubiegłą sobotę nawet przyszła mi myśl nawiązująca do ewangelii niedzielnej zarysowującej rozmowę Jezusa z Nikodemem. Powtórne narodziny z Ducha. Aby narodziło się to nowe z Ducha, to co stare musi umrzeć.

Matka (Krystyna Janda) samotnie wychowująca 9 letniego syna (Rafał Węgrzyniak) podejmuje nieustannie desperackie kroki w poszukiwaniu miłości, mężczyzny, który nie tyle stanie się ojcem dla jej syna, ale  który obdarzy ją ciepłem, miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Niestety sposób działania, kłamstwo i poplątanie alkoholowe zapędzają ją w coraz ciemniejszy zaułek, którego końcem jest więzienie. Wydawać by się mogło, że właśnie tam dokonuje się w niej metamorfoza. Jednak złudzenie widza pryska szybko, gdy matka po wyjściu na wolność po raz kolejny okłamuje syna ukrywając przed nim swojego „nowego” kochanka.

Zbawienie przychodzi nagle i nieoczekiwanie. To pewien mężczyzna, od którego matka cały czas stroni goniąc w poszukiwaniu miłości swojego życia, staje się dla bohaterów zbawicielem. Niczym Chrystus – cierpliwy, wierny i nieustannie wychodzący na przeciw – obdarza obojga bohaterów tym, za czym tak nieustannie gonili, a co było tuż tuż, wręcz na wyciągnięcie ręki.

Film dotyka również problemów alkoholowych. Wręcz książkowy przykład zachowań osób uzależnionych i współuzależnionych od alkoholu.

Na uwagę zasługuje mistrzowska gra Krystyny Jandy, kobiety z niekończącym się potencjałem emocjonalnym! W opinii krytyki Janda stworzyła tu – jedną ze swych najlepszych kreacji. Jej bohaterkę cechuje niezwykle złożona osobowość. Potrafi być delikatna i czuła, a zarazem przykra i wulgarna. Kokietuje swym ciałem, nieobce jej narkotyki i alkoholowe libacje, leki traktuje niemal jak żywność. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest przede wszystkim kobietą zagubioną i samotną, budzącą raczej współczucie niż pogardę.

„Rzadko w polskim kinie pojawia się tyle uczucia” – napisał po premierze „Kochanków…” jeden z krytyków.

Polecam jako lekturę filmową do refleksji.

Frankfurt nad Menem, 30.05.2009

Leave a comment