You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.
logo

Miłość – film o szczęściu wg Michaela Haneke

Wróciłem dzisiaj już z ostatniego pokazu filmu Michaela Haneke pt. „Miłość” w lubelskim kinie Bajka. Po raz drugi obejrzałem ten film w nieco innych okolicznościach i przyznam się szczerze, że szarpany różnymi doświadczeniami i egzystencjalnymi zmaganiami film jakby przeszedł obok mnie! Choć miałem przed sobą kino wielkiego formatu, jakoś wewnętrznie nie czułem się na siłach, aby wejść i przeżyć ten film należycie. No cóż! Kino jak Ewangelia – raz je przyswoisz i się zachwycisz, a innym razem będzie dla ciebie twardym materiałem do zgryzienia.

Mimo trudnego doświadczenia duchowego postanowiłem napisać kilka słów recenzji tego filmu, gdyż nie można ani na chwilę pozostać obojętnym wobec tego obrazu. Jeden z krytyków niemieckich napisał w swojej recenzji, że film „Miłość” jest opowiadaniem o szczęściu życia i o umieraniu. Hmmm!? Zaintrygowało mnie to stwierdzenie po tym, jak po raz kolejny obejrzałem historię o dwóch staruszkach u schyłku ich życia.

Pierwsza scena filmu pokazuje nam drzwi do mieszkania w starym budownictwie od wewnątrz. Straż Pożarna! Kilka silnych uderzeń i drzwi zostają wyważone. Na zewnątrz słychać rozmowy o niej, gdyż nie widziano jej już dość dawno! Z jakimiś urzędnikami wchodzimy do wnętrza mieszkania, rzucamy spojrzenie na duży pokój, okna zostają otwarte, taśma klejąca ryglująca drzwi do sypialni zdarta. W środku widzimy leżące na łóżku ciało starszej kobiety odświętnie ubranej, obsypanej kwiatami, z zawieszonym na piersi krzyżem. Wydawać by się mogło, że już wiemy o czym opowie nam Michael Haneke. Ale tak naprawdę to nie wiemy nic. Cięcie.

Przeskok w czasie. Kilka miesięcy wcześniej: spojrzenie kamery z perspektywy sceny na salę koncertową, na publiczność. Ujęcie dość długie, mnóstwo ludzi, wszystko jest w ruchu. Powoli na sali zapada spokój i co ciekawe, z niesamowitym kunsztem udaje się reżyserowi skierować nasze spojrzenie na głównych bohaterów filmu, którzy centralnie zajmują miejsce na sali: Georges i Anna. On delikatnie spogląda na nią. Wyczuwa się wzajemne zaufanie, miłość. Następnie publiczność klaszcze i słyszymy pierwsze dźwięki koncertu Schuberta.

Georges i Anna wracają do swojego mieszkania tramwajem; mieszkania, które już znamy z pierwszej sekwencji filmu. Po przekroczeniu progu Georges zauważa, że ktoś na czas ich nieobecności wyłamał zamek do drzwi i wtargnął do ich domu. Wątek włamania zostaje jednak niedokończony, jakby zbagatelizowany przez bohaterów. Dlaczego? Bo oto my, jako widzowie stajemy się tymi włamywaczami nie tyle do ich domu, ale do ich całego dotychczasowego życia. Zostajemy zamknięci przez ponad dwie godziny w przestrzeni ich czterech ścian paryskiego mieszkania i będziemy świadkami ich szczęścia lub dramatu.

I tak wkraczamy w ich intymność pewnego poranka przy śniadaniu. Nagle w trakcie ich banalnej rozmowy zaczyna coś się nie zgadzać. Anna nie odpowiada na pytania męża, nieruchomo wpatruje się w dal. Kilka minut później zdaje się wszystko powrócić do normy. Anna nie przypomina sobie nic o jej dziwnym zachowaniu, aż nagle próbując nalać sobie herbatę do filiżanki rozlewa ją wkoło.

Dalej akcja toczy się już dość dynamicznie. Anna, po nieudanej operacji, częściowo sparaliżowana już na wózku inwalidzkim powraca do domu. Dopiero teraz zaczynamy dokładniej poznawać oboje bohaterów.  Muzyka dla ich obojga stanowi istotny element w ich życiu. Ona była nauczycielką muzyki na najwyższym poziomie; być może sama była kiedyś pianistką. On był pisarzem lub muzykologiem. Oboje czytają książki np. o Hornoncourt – austriackim dyrygencie, w ich rękach dostrzec można również prestiżowe czasopismo muzyczne La Monde. W ich dużym i przyjemnie urządzonym mieszkaniu znajdziemy fortepian, mnóstwo książek, płyt, starą maszynę do pisania, żadnego telewizora, chociaż na regale stoi dobry zestaw stereo, Georges posługuje się telefonem komórkowym. Stylowa dekoracja ich mieszkania jakby zatrzymała się po części w latach pięćdziesiątych. Ten romantyczny klimat zostanie brutalnie postawiony na głowie. Z chwilą, gdy oboje powracają ze szpitala do domu, Anna chce, aby Georges jej przysiągł, że już nigdy jej nie odda do szpitala.  Wyraz ich twarzy mówi nam już wszystko, a reżyser staje się dyskretnym obserwatorem. Jego współuczestnictwo w dalszych wydarzeniach jest w prawdzie pełne ciekawości, ale spokojne i dokładne.

Wkraczamy teraz w intymność ich małżeństwa, w których to scenach chyba odnajdziemy sedno stwierdzenia niemieckiego krytyka, że film jest o szczęściu: widzimy jak Georges pomaga żonie przy porannym wstawaniu, toalecie, przy gimnastyce. Jeszcze doświadczają radosnych chwil przy wspólnych rozmowach, jeszcze potrafią żartować. Pewnego razu Anna żartuje, że Georges jest potworem, ale takim sympatycznym. Jak realna jest ta wzmianka zrozumiemy dopiero później.

Z czasem dopiero atmosfera staje się coraz bardziej nieznośna, klimat się psuje, staje się brzydki, chociaż cały czas mamy do czynienia z pięknymi ludźmi, którzy darzą się zaufaniem i szacunkiem. Ich relacje to relacje mieszczańskie: znajdują radość w sztuce, nie potrafią się nudzić, prowadzili zapewne spełnione i dostatnie życie. Mimo tego obraz staje się coraz brzydszy. To nie Haneke czyni ten obraz brzydszym, to choroba okrada życie i relacje z ich piękna. Ujęcia stają się bardzo długie, a to sprawia, że atmosfera staje się coraz cięższa. Mimo tego nie brakuje pięknych chwil jak tak, gdy Georges głaszcząc Anne po dłoni opowiada jej historię ze swojego dzieciństwa. Kartki z gwiazdkami, których – żałując tego – nie mógł odnaleźć…

Kino o wymiarze głęboko egzystencjalnym. Haneke jest ciekawy życia, jest dyskretnym obserwatorem ludzi, ich stanów ducha, o których opowiada swoim obrazem filmowym. Reżyser stawia sobie pytania o lęk przed starością, przed chorobą i cierpieniem. Jego opowiadanie to spirala ciągnąca się ku dołowi, droga zmierzająca ku śmierci. Autor przedstawia nam dwoje ludzi i opisuje ich ostatnią drogę i to, jak oni sobie na niej radzą. Wydawać by się mogło, że tematycznie zahacza Haneke o problem eutanazji lub śmierci na życzenie. Byłoby to spłaszczeniem całościowego działa. A może chodzi mu nie tyle o śmierć, ale o samo umieranie? O tajemnicę umierania?

Marzenia nie pokrywają się niejednokrotnie z rzeczywistością. Typowa dla Haneke jest owa scena, kiedy to Georges rozmarzony siedzi w salonie: Ann siedzi przy fortepianie i gra. Cięcie. Georges słucha jej z namaszczeniem. Nagle wyłącza odtwarzacz CD, muzyka nagle zanika – rozczarowanie. To co widzicie, drodzy widzowie, nie wierzcie w to! Albo inna scena: nagle widzimy na ekranie pokaz jakiejś kolekcji malarskiej, niczym pokaz slajdów! Takie wtrącenie!? A może głębsze przesłanie? Czy to tylko realność, czy może wkraczamy w inny wymiar egzystencji. W zachodnim, mieszczańskim społeczeństwie właśnie sztuka stała się namiastką Boga.

Film nagrodzony Złotą Palmą w maju 2012 na festiwalu filmowym w Cannes. Smutny film, ale z drugiej strony piękny. Tylko gdzie odnaleźć w tym obrazie przesłanie o szczęściu. Myślę, że odnajdą je ci widzowie, którzy potrafią kochać!

Tytuł: Miłość

Reżyseria i scenariusz: Michael Haneke

Produkcja: Austria, Francja, Niemcy

Premiera w Polsce: 2 listopada 2012

Leave a comment