You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.
logo

Koniec świata – Ewangeliarz powszedni

„W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.” Mk 13,24-32

Biblijne opisy końca świata są przerażające. Ciekaw jestem, jakie są Wasze odczucia przy słuchaniu proroctw Jezusa o tym, że świat się kiedyś skończy, a nastąpi to w takiej  dramatycznej tonacji zaćmienia słońca, spadających gwiazd, kataklizmów. Czasem wydaje mi się, że już przyzwyczailiśmy się do tych opisów tak, że  nie robią już one na nas żadnego wrażenia. Większym wrażeniem pewnie byłoby obwieszczenie, że dzisiaj wieczorem nie będzie wody – co rzeczywiście u nas miało miejsce przed kilkoma dniami, stąd w kuchni wszędzie stały garnki napełnione wodą. No a że koniec świata? No tak! Słyszymy o tym od dzieciństwa i jakoś jakoś ten koniec świata nie przychodzi, stąd też może i ten rok da się jakoś przeczekać!?

Z drugiej strony przy głębszej refleksji tych apokaliptycznych tekstów,  to pewnie w sercu niejednego z nas zrodzi się pewnie jakiś niepokój – co znaczyłoby, że boimy się, że to, co głęboko w sercu ukryte wyjdzie na jaw! Ale myślę, że są i ludzie, dla których koniec świata byłby czymś radosnym, spełnieniem ich nadziei, no bo to przecież spotkanie z Chrystusem. Najważniejszym fragmentem dzisiejszych tekstów nie są te spektakularne wydarzenia słońca, gwiazd, ucisków, ale fakt, że to Chrystus przyjdzie. Syn Człowieczy przyjdzie w obłokach z wielką mocą i chwałą. W końcu Go zobaczymy nie pod postacią białej hostii, nie takiego jakiem Go widzimy na obrazach, czy w opisach ewangelicznych, ale zobaczymy Go w chwale, zobaczymy całe Jego piękno. Daj Boże, że jesteśmy właśnie tymi ludźmi, którzy w taki optymistyczny sposób spoglądają na apokalipsę i się nią cieszą.

Jeśli patrzymy na ten opis z bojaźnią i w perspektywie sądu, wielkiej próby i wielkiego ucisku, gdyż to właśnie w ucisku wychodzi na jaw wszystko to, co jest nas prawdziwe, to, jacy jesteśmy – to dostrzegam w tej perspektywie pewną nadzieję. Jest bowiem napisane, że wówczas słońce nie zgaśnie, tylko się zaćmi, że jeszcze będzie dawać trochę tego światła! Gdyby słońce na ziemi zgasło, to dla nas wszystkich byłaby tragedia. Oczywiście: nie można dzisiejszych tekstów interpretować dosłownie, gdyż mamy do czynienia tutaj z metaforycznym, głębszym przesłaniem. W znaku zaćmienia się słońca jest nadzieja na to, że jeszcze jest szansa na nawrócenie, na jakiś gest, krzyk: Jezu! Ulituj się nade mną! Na ten krzyk, na który zdobył się łotr na krzyżu.

Dlaczego Jezus odwołuje się do takich astronomicznych porównań!? Dlatego, że w perspektywie wszechświata jest to najbardziej trwały, stabilny układ! Planety, gwiazdy, słońce. To wszystko funkcjonuje według pewnych praw. I kiedy to się załamie, to możemy być pewni, że nastąpi koniec. To porównanie ma nam uświadomić, że ten koniec na pewno nadejdzie. Choć nie wiemy kiedy, ale na pewno nadejdzie.

Myślę, że nasze życie w perspektywie spoglądania na śmierć, która przyjdzie nieunikniona na każdego z nas, można porównać do podróży pociągiem. Niektórych stać na podróż pierwszą klasą. Wsiadamy do Inter City, kupiliśmy sobie jakąś gazetkę, wyciągamy nogi w wygodnym przedziale, hostessa podaje gorącą kawę, napoje, ciastka. No i fajnie się jedzie. W młodości fajnie się jedzie! My często wspominamy nasze dziecięce, młodzieńcze lata! Wtedy to się fajnie żyło! To był początek jazdy. Ale kiedy tak jedziemy już piątą lub szóstą godzinę, to już ta podróż nawet w pierwszej klasie zaczyna nas nużyć: nogi drętwieją i już człowiek z niecierpliwością wyczekuje, kiedy dojedzie w końcu do tego centralnego w Warszawie. I zupełnie inaczej podróżuje się tym ludziom, którzy wiedzą, że na centralnym będą przez kogoś oczekiwani! Ta podróż szybciej mija, ale może i to też powoduje, że stajemy się bardziej niecierpliwi. Ja często widzę, jak ludzie do siebie dzwonią, ustalają szczegóły, a który peron, ile opóźnienia, gdzie się spotkamy, w którym wagonie!

To jest podróż chrześcijanina: my jedziemy tym pociągiem, który nazywa się intercity naszego życia, ale na tym peronie będzie czekał na nas Chrystus. I jak wspomniałem, ludzie do siebie dzwonią z drogi. My już z drogi też do Jezusa dzwonimy! Modlitwą: Panie Jezu, czekasz na mnie? Ale będziesz? Na pewno? Rozpoznasz mnie?

Dramat polega na tym, że jak pociąg dojeżdża do Warszawy i nagle stanie pod semaforem. Kiedyś wracałem z Monachium do Frankfurtu. I pociąg zatrzymał się na lotnisku, i tak przez myśl mi przeszło, żeby tam wysiąść i wziąć metro, które mnie szybciej zawiezie bezpośrednio do klasztoru. Nie zrobiłem tego. I zaraz za lotniskiem pociąg się zatrzymał i stał ponad godzinę, gdyż podejrzewano zamach bombowy. Ruszyliśmy po jakiejś godzinie, jak wszystkie bagaże zostały sprawdzone. Jakie to denerwujące, kiedy pociąg zwalnia, albo tuż przed celem podróży zatrzymuje się. Albo jakże dziwne jest uczucie, jak się jedzie do Zakopanego lub Krynicy Górskiej pociągiem, to w Suchej Beskidzkiej lub Muszynie pociąg nagle zaczyna jechać do tyłu – jakby się cofał! Ale zwróćmy uwagę na filozofię tego zjawiska, on jedzie do tyłu, ale jedzie do przodu. I w naszym życiu jest podobnie! Nagle nasza religijność, duchowość zwalnia, nagle zatrzymuje się gdzieś pod Suchą Beskidzką i nagle zaczynamy jechać do tyłu jak wszystko nam się wali i zaczynamy rozrabiać. Tylko plan Boży jest taki, że to jechanie do tyłu Pan Bóg może zamienić na jechanie do przodu. Ale do czego zmierzam!

Pamiętam jak przed laty jechałem pociągiem pierwszy raz z Gorzowa do Warszawy! Zbliżając się do Warszawy człowiek widzi już przez okno i pałac kultury, Wisłę i się cieszy, że dojechał do tej stolicy! Już w tej radości stoi ubrany w korytarzu, bo za chwilę ma wysiadać na centralnym, a tu nagle pociąg wjeżdża w ciemny tunel! I ta ciemność trwa tak kilka minut. Co się dzieje!? Dopiero po jakimś czasie nagle wyłaniają się oświetlone perony centralnego.

Podobnie jest z naszym życiem duchowym. Jak się zbliżamy do Chrystusa, do końca naszej trasy, to jakbyśmy wjeżdżali w ciemny tunel naszej śmierci. Ta śmierć, ten tunel może przybrać ponownie wieloznaczną formę: cierpienia, niepowodzenia, grzechu, nieszczęścia. Ale to jest jeszcze ten moment naszej trasy, tej szansy, by wykrzyknąć: Jezusie Synu Dawida! Ulituj się nade mną.

Leave a comment