You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.
logo

Od Zerolandii w Bieszczady

Jak pisałem wczoraj na facebooku, w lubelskiej Chatce Żaka odbył się koncert Starego Dobrego Małżeństwa. Nie mogłem przepuścić okazji, żeby tam nie być, gdyż ta poezja i muzyka towarzyszy mi od lat mojej młodości. To ona w znacznej części nadała kształt mojej wrażliwości i widzenia świata. Nie pamiętam, który to już mój koncert SDMu i nie pamiętam również ilu ludzi zaraziłem tą miłością do tej sztuki. Koncert rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, ale to chyba taki konwenans artystyczny. Krzysztof Myszkowski powitał publiczność jedną ze swoich ostatnich piosenek „Pragnę żyć”, wprowadzając w ten sposób słuchaczy w temat dyskusji, gdyż jak sam zapowiedział: „Chciałbym z Państwem porozmawiać o …” Koncert miał być rozmową, rozmową wierszami o otaczającej nas rzeczywistości, a właściwie o niepogodzeniu się z nią.

Pamiętam, jak przed laty każdy koncert SDM-u rozpoczynał się stachurową piosenką „Jak” – Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce. Ileż w tym wersie optymizmu i chęci życia, potężnego życia, ileż marzeń do spełnienia i chęci ich realizacji. Od tamtych lat upłynęło już wiele wody w bieszczadzkich strumieniach, a człowiek lekko się przy tym postarzał. Inauguracja wczorajszego koncertu uzmysłowiła mi fakt, jak bardzo Krzysiek Myszkowski ewaluował w swojej twórczości. Tym razem staje przed nami człowiek dojrzały i doświadczony przez życie, a może rozczarowany tym, że miały być cudne manowce, a teraz pozostała tęsknota do tamtych czasów: „Pragnę żyć w cichych, jasnych czasach i spotykać w nich jasnych, dobrych ludzi”. Rozczarowanie życiem doznaje kulminacji w stwierdzeniu Artysty, że przyszło nam żyć w Zerolandii, gdzie poszedł w niepamięć dorobek poety, który zdążał za Chrystusem, chcąc zbawić świat, a pogrzebany został bez Mszy pod murem i dyndał na sznurze przez trzy dni – poeta, co ukochał ludzi. W tym kontekście jak wielka pretensja wybrzmiewa kolejny wiersz, że najważniejsze jest, że nie ważne jest, czy Bóg istnieje czy nie. „Samotni we wszechświecie, szukamy przyjaciół, tak długo, aż uwierzymy w ich obecność naprawdę.” Przyjaźń jest tutaj niczym analogia Boga. Opuszczeni i samotni, pozostawieni samym sobie próbujemy zdobyć się jeszcze na odrobinę nadziei, że przyjaźń jest jednak możliwa. Chociaż przestrzega Pismo przed zbyt szybką ufnością: Pozyskałeś przyjaciela, poddaj go próbie, zbyt szybko mu nie ufaj” (Syr 6,7). Ciekawe, gdyż w tym samym Piśmie, szukając odpowiedzi na rozczarowania Artysty, znalazłem zdanie: Wierny przyjaciel, lekarstwem w życiu. znajdą go ci, co boją się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, gdyż taki jak on stanie się jego bliźnim” (Syr 6,16-17). I tutaj dochodzimy do konkluzji słowa Myszkowskiego, kiedy ten, zapowiadając kolejną piosenkę wyznaje, że każdy modli się swoim życiem. W tej modlitwie przez chwilę zatrzymujemy się na Mszy Wędrującego, by po niej przenieść się w Bieszczady i usłyszeć zapewnienie, że przyjdzie Anioł jasnooki i doda sensu dniom jałowym, tym stojącym na uboczu, tym nikomu niepotrzebnym! Czyli jest jeszcze szansa, nie wszystko stracone, rodzi się wiara, nadzieja i pada prośba, aby Ogień zapłonął w nas. I chciałoby się wyjść z koncertu, z tej poetyckiej podróży właśnie z takim nowym, świeżym ogniem w sercu, ogniem niszczącym gorycz i rozpalających serca do nowego życia. No chciałoby się, ale końcowe przesłanie Artysty nieco zbija nas z tropu. Z wyznaniem: „I czułem, że coraz mniej sił już mam, żeby wyjść z nurtu Sanu na brzeg” wracają jak bumerang obolałe wiersze, przywołujące na nowo rozczarowanie i zmęczenie. Ale nie! Jeszcze jest szansa, że nie damy zwalić się tak łatwo z nóg, bowiem autor pyta: Czy to ze  mną wiatr tańczy czy z liściem? Chyba nie chcę, tak tańczyć jak liść! Wiem, że nic tu po mnie, że trzeba siły zebrać i precz mi stąd iść”.

Z tym słowem o sobie i przesłaniem pozostawił nas, zasłuchaną publiczność Krzysiek Myszkowski ze swoim zespołem. Idźmy więc do życia, do ognia, bo niewątpliwie poetycka uczta „wzbudziła płomień w moich oczach, nocnych tęsknot blady blask”. Niech płonie na wieki wieków. Amen.

Leave a comment